Nauczycielu, nie strajkuj!

Nie popieram strajku nauczycieli. Być może przez to, że nie mam pełnego obrazu sytuacji.

Oto co widzę. Liczne przywileje nauczycielskie:

  1. stabilność zatrudnienia, którą gwarantuje Karta Nauczyciela i która w praktyce uniemożliwia zwolnienie nauczyciela, który nie lubi swojej pracy, nie lubi uczniów,
  2. urlop wypoczynkowy w wymiarze 70 dni rocznie,
  3. trzy lata urlopu (płatnego 100% z dodatkami) na poratowanie zdrowia,
  4. trzynastka,
  5. mało godzin etatu (18 godzin lekcyjnych, załóżmy nawet, że z przerwami pomiędzy lekcjami jest to 18 godzin zegarowych), dzięki czemu sporo nauczycieli wyrabia dwa etaty, co w innych zawodach jest niemożliwe.

Średnie wynagrodzenie nauczyciela dyplomowanego (jest ich ponad 60%) wynosi podobno 5336,37 brutto. Przy uwzględnieniu 70 dni urlopu wypoczynkowego (zostaje dni roboczych ok. 180) i tego, że etat to 18 godzin zegarowych tygodniowo (plus 2 godziny na inne prace, czyli w sumie 20), czyli 3,6h dziennie, czyli 720h rocznie, daje to stawkę godzinową 88,94 zł brutto. Znacznie powyżej średniej krajowej, która wynosi ok. 29,69 zł na godzinę (4949,42 zł brutto miesięcznie przy 40 godzinach pracy tygodniowo). Jeśli moje wyliczenia czegoś nie obejmują, to je zmodyfikuję. Nie jestem nauczycielem i przez to mogę nie wiedzieć wystarczająco dużo o nauczycielskiej pracy.

W wyliczeniach nie wziąłem pod uwagę czasu poświęconego na sprawdzanie klasówek (bo uważam, że tego czasu nie musi być, bo nie musi być klasówek). I niektórzy nauczyciele ich już teraz nie robią. Nie mówię tylko o wuefistach. Mówię o nauczycielach, którzy nie robią ich z wyboru, chociaż ich koledzy po fachu to robią. Pod uwagę wziąłem natomiast dwie godziny tygodniowo na inne prace (wywiadówki, rady pedagogiczne itd.). Z góry przyznaję, że może to być dla niektórych krzywdzące.

Rozumiem, że dla niektórych wyliczone 88,94 zł godzinowo może być zbyt niskim wynagrodzeniem. W branży IT regularnie widzę ogłoszenia, gdzie proponowane wynagrodzenie jest nieco lub nawet dużo wyższe. Nie ma tam jednak trzynastek, Karty Informatyka, trzech lat urlopu na poratowanie zdrowia i innych licznych dodatków. Nie rozumiem natomiast, czemu całe środowisko nauczycielskie strajkuje. Ja wychodzę z założenia – jeśli nie pasuje mi moja praca z powodu warunków, czyli np. wynagrodzenia, to zmieniam pracodawcę. Na tym opiera się cały biznes. I jest to rynkowe.

Słyszałem wielokrotnie, że to wstyd (dla nauczyciela rzecz jasna), że w Lidlu się zarabia więcej niż w szkole. Czy tak faktycznie jest? Kasjer w tym sklepie może maksymalnie zarobić 4350 zł brutto. Daje to 26,09 zł brutto za godzinę pracy. Jednak to kilka razy mniej niż nauczyciel dyplomowany (88,94 zł). Tym nauczycielom, których oburzają jednak ich własne zarobki, a kuszące wydaje się to, co daje Lidl, sugeruję zmienić pracodawcę. Sieć podobno szuka 1300 pracowników.

Jako rodzic i podatnik nie czuję, żeby danie podwyżek nauczycielom dało jakiekolwiek korzyści. Pieniądze są słabym i bardzo krótkoterminowym motywatorem. Czuję natomiast ogromną potrzebę wprowadzenia reformy w edukacji.

Chciałbym, żeby w zreformowanej szkole ważne było:

  • dobro mojego dziecka, czyli przede wszystkim zdrowie psychiczne mojego dziecka,
  • to, czego moje dziecko chce i czego może się nauczyć w danym momencie (bo jest na to gotowe, odpowiednio rozwinięte), a nie nauka do testów,
  • to jak funkcjonuje cała rodzina ucznia i niezadawanie zadań domowych,
  • to, że każde dziecko może mieć predyspozycje do czegoś innego.

Chciałbym, żeby:

  • Zlikwidowana została podstawa programowa, bo niby czemu MEN wie, co jest dobre i przydatne dla młodego człowieka.
  • Zlikwidowana została Karta Nauczyciela, żeby młodzi nauczyciele z pasją łatwiej mogli znaleźć pracę w szkole.
  • Wynagrodzenia nauczycieli były zależne od ich wartości (jak to jest w innych branżach), a nie stażu pracy, i żeby świetni nauczycieli po studiach zarabiali dużo,
  • Testy przestały być wyznacznikiem tego, czy szkoła dobrze funkcjonuje.
  • Dobrzy nauczyciele dobrze zarabiali (i niech pracują sobie 18 godzin tygodniowo, a resztę czasu poświęcają na odpoczynek). Nie chodzi o to, żeby pracować dużo, a o to, żeby pracować mądrze.
  • Niedobrzy (nielubiący swojej pracy) nauczyciele zmienili pracę.
  • Było tak jak w innych zawodach – gdy jest mało specjalistów na rynku pracy, to stawki są wysokie. Czyli np. nauczyciel chińskiego w Warszawie zarabiał 15 tys. zł, jeśli nie da się go znaleźć za mniejsze pieniądze, a np. nauczyciel WF w Piekarach Śląskich zarabiał 2 tys. zł, jeśli za takie pieniądze będzie chciało pracować wystarczająco dużo ludzi.

I jeszcze jedno. To nie jest tak, że aktualnie nie można być dobrym nauczycielem i nie można nic fajnego zrobić w szkole czy w przedszkolu. Moje dzieci zwiedziły już sporo placówek – publiczne i niepubliczne, w Polsce i przez parę miesięcy w Hiszpanii. Okazuje się, że najlepszym miejscem dla nich jest przedszkole miejskie w Bytomiu, gdzie trafiły na świetną kadrę. I samo to wystarczy. Mimo wszystkich systemowych utrudnień i absurdów można być świetnym nauczycielem już teraz. Bo najważniejszy jest czynnik ludzki. A wszystko to dzięki nauczycielom przedszkolnym, czyli tym, którzy zarabiają mniej od pozostałych.

Zwracam się z prośbą do nauczycieli – zadbajcie o dzieci i ich rodziców. Strajkujcie w dni wolne od pracy, jeśli już czujecie taką potrzebę. Nie stawiajcie nas pod murem. Nie zmuszajcie nas do brania opieki nad naszymi zdrowymi dziećmi. A po dniach strajku nie dowalajcie naszym dzieciom dodatkową pracą. To nie ich wina, że strajkujecie i przez to nie realizujecie świętej (czy też śmiesznej) podstawy programowej. Walczcie nie tylko o więcej pieniędzy dla siebie, ale przede wszystkim o reformę całego systemu. Gdy będziecie chcieli zmian nie tylko dla siebie, ale przede wszystkim dla dzieci, to ja się do tego protestu przyłączę. Jestem przecież ze Śląska, a to tutaj paleniem opon potrafimy wszystko załatwić. Natomiast, jeśli nie chodzi wcale o reformę, a jedynie o podwyżki, to powiedzcie, jeszcze komu chcecie zabrać pieniądze, żeby je otrzymać dla siebie. Bo to nie jest tak, że rząd ma swoje pieniądze. Aby wam dać, najpierw komuś musi zabrać. To komu ma je zabrać w tej sytuacji?

I jeszcze podpowiem wam, nauczyciele, jak możecie strajkować i zyskać moje pełne poparcie. Poprzez:

  • organizowanie lekcji,
  • brak klasówek,
  • brak prac domowych,
  • brak oceniania, czyli wpisywanie wszystkim piątek lub szóstek,
  • brak realizacji absurdów z podstawy programowej.

Z mojego punktu widzenia będzie to strajk połączony z oddolną reformą. I sami poczujecie ulgę. A wiem, że część z was wstydzi się aktualnej formy protestu i aktualnej formy pracy.

Trzymam za was kciuki!

 

 

 

 

Jedna myśl na temat “Nauczycielu, nie strajkuj!

  1. Żeby to jeszcze był faktycznie strajk nauczycieli ale tu już działają inne siły, obie grupy zarówno uczniowie jak i nauczyciele zostały moim zdaniem wykorzystane dla czyjegoś interesu, bo czy tu chodzi o szeroko rozumiane dobro ucznia czy nauczyciela? Szczerze wątpię.

    Polubienie

Odpowiedz na Aga Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s