Bieganie może być fajne

„Mam samochód i nie muszę biegać”, „Bieganie jest bez sensu, bo przez nie wysiadają kolana”, „Nie biegam, bo nie przechodzę kryzysu wieku średniego i niczego nie muszę sobie udowadniać”, „Bieganie maratonów to oznaka braku kontaktu ze sobą” – to tylko niektóre z moich tekstów na temat biegania.

Teraz już tak nie mówię. I do tego kilka dni temu przebiegłem półmaraton. A właściwie to część przebiegłem, a część przeszedłem. Było to planowane. I zgodnie z planem najszybsze były ostatnie kilometry. To tzw. metoda Gallowaya. I to dzięki niej polubiłem bieganie, a dokładniej to marszobiegi.

Zacząłem biegać, bo trudno mi było znaleźć czas na inne, bardziej lubiane przeze  mnie, aktywności. Wspinanie zajmuje mnóstwo czasu. Trening na ścianie to ponad dwie godziny. Wypad w skały zajmuje mi pół dnia. Lubię też jeździć na rowerze szosowym. Trudno mi jest jednak znaleźć czas, aby zabrać rower za miasto i tam dopiero na niego wsiąść. Niezbyt możliwe jest też jeżdżenie po zachodzie słońca. Do uprawiania obu tych sportów potrzebny jest sprzęt, którego zabranie w podróż jest mało wygodne przy czwórce małych dzieci. I to właśnie przez te wszystkie problemy moją główną aktywnością stało się bieganie. Tygodniowo poświęcam na nie 30-40 minut dwa razy w tygodniu i 1-2 h w weekend. Czyli w sumie wychodzi mi od 2 do 3,5 h marszobiegu tygodniowo.

I jeszcze taka ciekawostka. Być może nie wiecie, ale bieganie jest możliwe bez wielkich pieniędzy. Nie mam nawet żadnego specjalnego zegarka biegowego. Mam za to buty, na które wydałem 111 zł. Bo akurat takie rzucili  w Lidlu, a nie tańsze modele za 67 zł. Z bólem serca wydałem te nieplanowane wcześniej dodatkowe 44 zł. Kupiłem sobie też koszulkę, spodenki i kluczowy element stroju, czyli skarpety.

Po tych doświadczeniach staram się ostrożniej wypowiadać. I to nie tylko na temat biegania.

Teraz mówię: „Bieganie może być fajne”.

IMG_5695

Jedna myśl na temat “Bieganie może być fajne

  1. Biegałem przez prawie trzy lata – z dużą przyjemnością. Niemal codziennie. Bez specjalnych butów, koszulki a nawet skarpet, bo to było w czasach, gdy się po prostu biegało i mody na bieganie jeszcze nie było. Nazywam te czasy okresem posthopferowskim (zaraz po śmierci pana Tomasza). Dłuższe dystanse też się trafiły kilka razy – pokonywane sposobem podobnym do Twojego. Któregoś razu coś mi się w głowie przestawiło i przestałem czuć przyjemność z biegu. Stanąłem w trakcie biegu i do domu wróciłem spacerkiem. Myślałem, że wróci przyjemność z czasem, ale nie… Od tej pory jestem już tylko piechurem.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s