Do wazektomii trzeba mieć jaja

Czym dokładnie jest wazektomia? Ja pierwszy raz usłyszałem o niej przy okazji oglądania Davida Duchovnego w Californication. To taki serial o Hanku, który jest autorem jednej poczytnej książki, cierpiącym na niemoc twórczą. Regularnie przeżywa za to mnóstwo erotycznych przygód, bo z jakiegoś powodu kobiety go pragną, a on nie przepuszcza żadnej trafiającej się okazji. To świetna reklama dla tej formy antykoncepcji.

Wg strony wazektomia.com:

Wazektomia jest mikrochirurgiczną procedurą mającą na celu doprowadzenie do okresowej niepłodności mężczyzny. Należy do najbardziej popularnych form antykoncepcji w USA i wielu innych krajach. Jest bezpieczna, prosta, ma bardzo dużą skuteczność (99,9%). Chociaż mężczyźni kontynuują stosunki seksualne i mają orgazmy jak poprzednio, ich nasienie nie zawiera plemników.

Wg Wikipedii:

Ostatnie szacunki wskazują, że ponad 45 mln mężczyzn przeszło wazektomię, a podobna liczba używa prezerwatywy, co stanowi 1/3 wszystkich stosowanych dziś na świecie metod antykoncepcji (dotyczących zarówno kobiet, jak i mężczyzn). Zgodnie z raportem Departamentu Zdrowia i Usług Społecznych USA z 2005 roku wazektomia zajmuje czwarte miejsce na liście najpopularniejszych środków antykoncepcyjnych (16% respondentów) po tabletkach antykoncepcyjnych (28%), salpingotomii, tj. podwiązaniu jajowodów (23%) i prezerwatywie (17%). W USA na ponad 307 mln mieszkańców zabieg ten wykonuje się u 600 tys. pacjentów rocznie. W Chinach podwiązanie nasieniowodów to antykoncepcja dla mężczyzn stosowana przez 7 mln mężczyzn w roku.

Zabieg ten nie ma nic wspólnego z kastracją (usunięciem jąder), w żaden sposób nie zaburza gospodarki hormonalnej organizmu. A jednak większości ludzi w Polsce kojarzy się z wykastrowaniem. I to do tego nielegalnym.

Zupełnie inaczej wygląda to na zachodzie Europy. Pewien znajomy Anglik po pięćdziesiątce opisał swoją wazektomię krótko – „no big deal”. Zgodnie z Wikipedią, obecnie około 11% holenderskich mężczyzn jest po tym zabiegu, co daje Holendrom trzecie miejsce po Wielkiej Brytanii i Nowej Zelandii (oba państwa po 18%).

A teraz coś ode mnie.

Przede wszystkim to uważam, że do wykonania wazektomii trzeba mieć jaja. I nie wystarczą tylko te dyndające pomiędzy nogami, chociaż są one z pewnością niezbędne. Trzeba wziąć los we własne ręce. Trzeba wziąć odpowiedzialność na siebie i podjąć męską decyzję. Trzeba się wybrać do urologa. W moim przypadku pierwszy raz w życiu. To właśnie takie jaja też trzeba mieć! A co się dostaje w zamian? Dużo – brak prezerwatyw, brak następstw stosowania kuracji hormonalnej u partnerki (np. spadek libido). Coś się też traci. Traci się np. możliwość wyrzucania partnerce niechcianej ciąży, tego że nie zadbała o zabezpieczenie.

Mimo wszystko była to trudna dla mnie decyzja. Podejmowałem ją przez kilka miesięcy.  Miałem kumpla, który już był po. Opowiedział mi o wszystkich szczegółach. I to wtedy chyba zaczynałem się przekonywać. Trudnością dla mnie jest to, że odwracalność zabiegu nie jest w 100% pewna. A przecież nie jestem w stanie przewidzieć przyszłości. Nie wiem, czy za 10 lat będę w podobnym momencie życia. Co jeśli jednak będę chciał mieć kolejne dziecko? Podobno zazwyczaj dzieje się to po zmianie partnerki. Oszacowałem dla siebie prawdopodobieństwo czegoś takiego jako niewielkie. Czas pokaże, czy słusznie. Są też pewne potencjalne dyskomforty. Zabieg może się nie udać za pierwszym razem i wtedy cały proces trzeba powtórzyć. Jest to pewnym minusem. Inną wadą są dolegliwości bólowe, na które skarżą się niektórzy panowie. To już wydaje się być większym minusem, ale znowu statystyka pokazuje, że jest to bardzo rzadkie. Ja zaryzykowałem. Do tego wszystkiego, ta wątpliwa przyjemność (trwająca kilkanaście minut) kosztuje 2000 zł. O dziwo, nie ma nawet zniżek dla posiadaczy Karty Dużej Rodziny. A szkoda, bo zazwyczaj klientami są ojcowie co najmniej dwójki dzieci.

Uważam, że wazektomia jest dobrym wyjściem dla mężczyzn (i ich rodzin), którzy mają już pożądaną liczbę dzieci (w moim przypadku czwórka) i którzy nie boją się płynąć pod prąd i spotykać z niezbyt przyjemnymi, często kpiącymi komentarzami. Analogiczny zabieg u kobiet (podwiązanie jajowodów) jest dużo większą ingerencją. Rozsądnym wyjściem dla rodziny wydaje mi się zatem wykonanie go u mężczyzny.

Konieczne może też być dla niektórych mężczyzn przeżycie żałoby. Ot choćby dla mnie. Bo przecież jest to pożegnanie z czasem płodności. To utrata czegoś bardzo ważnego – możliwości rozmnażania się. Kobiece organizmy naturalnie same przechodzą takie zmiany (menopauzę). My, mężczyźni, za to sami możemy zdecydować, kiedy to się dzieje. I to bez żadnych dodatków, takich jak wahania nastroju czy uderzenia gorąca.

Uważam podwiązanie się za dobrą decyzję. Dojrzewałem do niej od dawna. Nie żałuję.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s