Mariusz (no) habla español

Przed wyjazdem na Teneryfę wielokrotnie próbowałem się zmobilizować i zabrać za naukę hiszpańskiego. Zdawałem sobie sprawę z tego, że w wielu miejscach na wyspie nie porozumiem się w żadnym innym języku. Mimo wszystko nie zmotywowałem się wystarczająco. Nie uczyłem się tego języka.

Sytuacja zmieniła się na Teneryfie. Nie lubię nie móc się porozumieć, a wydarzyło się to tutaj wielokrotnie. Choćby w szkole dziewczyn bez hiszpańskiego trudno się funkcjonuje. Nie mogę wtedy porozmawiać z paniami. Podobnie było u lekarza, w sklepie, czy na poczcie. I to dopiero pozwoliło mi poczuć, że chcę ten język poznać, bo go potrzebuję. No dobra, był jeszcze serial „Narcos” o Pablo Escobarze. To właśnie wtedy zacząłem ćwiczyć mówienie różnych zwrotów. Kto widział, ten wie, że chodzi o „hijo de puta”, „muchacho”, „hermano”, „somos bandidos”, „es mi plata o no es mi plata” czy choćby „coma mierda”.  W ogóle to uważam, że naukę języka najlepiej zacząć od słów powszechnie uważanych za niecenzuralne. Przynajmniej w moim przypadku się to sprawdza. To jest mój sposób na naukę przez zabawę.

Byłem zmotywowany. Super, tylko co dalej? Chciałem iść na kurs, ale na to nie byłem w stanie wygospodarować czasu. A przecież nie chodzę do pracy, tylko siedzę w domu  z dziećmi. Taaaa. Zacząłem zatem eksperymentować z tym, co można znaleźć w sieci. Sprawdziłem kilka stronek i kilka aplikacji mobilnych i znalazłem coś dla siebie. Nic nie kosztuje (jeśli się ogląda reklamy) i działa. Owa aplikacja jest bardzo podobna w działaniu do gier, bo pobudza ośrodek nagrody i wciąga. Przez to zachęca mnie do regularności. Do tych zastosowań mi pasuje.

Podobno nie mam talentu do języków. Przynajmniej tak usłyszałem wielokrotnie. Ale i tak widzę ciągły postęp. Coraz więcej rozumiem i coraz więcej potrafię powiedzieć. Jest jednak coś więcej. Sporo hiszpańskich słów jest podobnych do angielskich odpowiedników. A i do niemieckich udało mi się parę znaleźć. Gramatyka jest bardzo podobna do angielskiej. Zacząłem też zupełnie bezkosztowo (w sensie braku dodatkowej nauki) rozumieć pojedyncze włoskie słowa. Przy okazji zaczynam rozumieć co oznaczają nazwy miejscowości – choćby Puerto Rico (bogaty port) czy Las Galletas (ciasteczka). Czuję się przez to lepiej osadzony w otaczającym mnie świecie. Wraz z językiem zyskuję wiedzę na temat kultury. Poznawanie obcych języków z pewnością poszerza moje horyzonty.

Mimo wszystko nie zmieniam zdania i dalej uważam, że wysyłanie dziecka na naukę angielskiego (czy innego języka) za wszelką cenę nie zawsze ma sens (już o tym pisałem tutaj Nauka języków).

Jestem pod wrażeniem tego, jak młode umysły moich dzieci szybko chłoną obcy język, a właściwie to nawet dwa obce języki. Tyle, że to się odbywa w zupełnie naturalny i przez to autentyczny sposób – bo przecież nie da się inaczej, pani w szkole nie zna angielskiego.

PS Coma mierda

IMG_3490.jpg

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s