Smoczek

Po polsku nazywa się on smoczek, zaś po angielsku pacifier (czyli uspokajacz). Dla ortodontów jest on narzędziem zbrodni, dla wielu rodziców zaś jest on ostatnią (a czasem może i pierwszą) deską ratunku. Niektórzy mówią, że absolutnie nie powinno się go używać, zaś inni wkładają dzieciom do ust i obwiązują je tkaniną (potwierdzone), aby nie wypadło przez przypadek.

Większość z moich dzieci (75%) korzystała, bądź ciągle korzysta ze smoczka. Czwarta część moich dzieci wybrała zaś własnego kciuka do relaksowania się.

W przypadku pierwszego dziecka ssanie kciuka trwało dwa lata. W przypadku drugiego dziecka ssanie smoczka trwało prawie trzy lata. Odstawienie palca czy smoczka za każdym razem wyglądało podobnie. My (rodzice) mówiliśmy dziecku, że chcemy już, żeby skończyło z taką strategią, że zamiast niej może się np. przytulić. Pojawiała się wtedy złość i smutek u dziecka, ale sobie z nią radziliśmy. Ja się zdecydowanie lepiej czuję, gdy jestem z moim dzieckiem szczery i mówię, że to moja decyzja i biorę za nią odpowiedzialność. Bardzo za to mi nie odpowiadają popularne metody odstawiania smoczka – kłamanie, że się zgubił, smarowanie go czymś gorzkim lub kwaśnym, zawstydzanie („jesteś już za duży na smoczek, nie płacz”).

Czy sensowne jest proponowanie dziecku smoczka? Nie wiem, jak ogólnie jest. Wiem natomiast, że przy bliźniętach absolutnie nie widzę innej możliwości, jak tylko korzystać z niego, gdy tylko jest przydatny.

Mam za to swój pogląd na to, kiedy z niego korzystać. Sensowne wydaje mi się podawanie go dziecku w celu uspokojenia go, np. przy zasypianiu. Zupełnie bezsensowne za to wydaje mi się łączenie smoczka z bajką lub bieganiem po placu zabaw, a często takie sceny widuję. To przypomina mi jednoczesne picie kawy i melisowej herbatki.

Co lepsze – smoczek czy własny palec? Sam nie wiem. Z jednej strony przemawia do mnie to, że zwierzęta (np. małpy) uspokajają się ssąc własne palce. Z drugiej zaś strony sensowne wydaje mi się uznanie ssania obiektu (palca, smoczka, sutka) za czynność agresywną (agresywne są też rośliny, np. pnący się bluszcz). I wówczas lepiej, gdy obiektem ku któremu jest kierowana agresja, jest coś zewnętrznego niż coś własnego (bo wtedy jest to autoagresja).

sean-roy-202825.jpg
Sean Roy, Unsplash

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s