Edukacja domowa II

Już pisałem o edukacji domowej tutaj – Edukacja domowa

Szkoła demokratyczna (SD) też może być zbudowana w ramach edukacji domowej (ED). Mam na myśli, że dzieci są formalnie w ED, a spotykają się codziennie w celach towarzyskich (formalnie). I to jest dla mnie dobrym wyjściem. Zakładam, że unikam kiszenia się wyłącznie we własnym domowym sosie. Ktoś z zewnątrz może dać mi coś cennego – choćby własne obserwacje mojego rodzinnego systemu. Bo przecież najbardziej jestem głupi na swój temat. Właśnie dlatego trudno jest się (i swoją rodzinę) samodzielnie zdiagnozować. Brakuje obiektywizmu. I tutaj widzę ewentualne zagrożenia wynikające z samodzielnego edukowania dzieci.

Mam coś (wierzę, że nawet sporo) do zaoferowania moim dzieciom. Wiem też, że są dziedziny, na których się nie znam i takie, o których nawet nie słyszałem. Z wiadomych powodów te ostatnie trudno mi nawet wymienić. Łatwiej będzie z tymi wcześniej wspomnianymi – słabo znam się na astronomii, na historii sztuki Japonii, na curlingu, nie przeczytałem wszystkich książek tego świata i nie widziałem wszystkich dobrych wystąpień na TED. I właśnie dlatego widzę miejsce dla innych ludzi w procesie towarzyszenia moim dzieciom w zdobywaniu wiedzy.

Gdy ktoś mówi, że ma dziecko w ED, to wyobrażam sobie od razu jedno dziecko siedzące samotnie przed komputerem przez cały dzień. Chwilę później mam też inne wizje – wycieczki w grupie nastolatków, czytanie książek, granie w kosza, chodzenie do kina, pisanie blogów. I to wszystko oraz mnóstwo innych pomysłów można spiąć pojęciem edukacji domowej.

Ważna jest dla mnie motywacja do ED. Jeśli jest to niechęć do ludzi, trudność do bycia w grupie, to taka forma edukacji nie wydaje mi się najlepszą terapią. Łatwiej jest pewnie zaszyć się ze swoją depresją w swoim pokoju. Jeśli jest to niechęć do przekazywania moim dzieciom niewłaściwych treści, to jakoś nieodparcie kojarzy mi się to z inkwizycją i paleniem „niewłaściwych” książek.

Lepszą motywacją wydaje mi się chęć zadbania o własne dziecko. To, że sam wiem, co dla niego dobre. To, że nie chcę stosować wobec niego kija i  marchewki. To, że wiem, że jest z natury mądre i nie chcę tego zepsuć.

Słabością ED wydaje mi się praktyczny brak superwizora, kogoś z wiedzą psychologiczną. Nie sądzę, że egzaminowanie dziecka dwa razy w roku przez grono pedagogiczne jest w stanie dać rodzicom sensowne informacje o dziecku.

Jestem przekonany, że warto przeżyć proces grupowy pod opieką właściwej osoby. Bez opiekuna może się podziać niedobrze. Myślę tu choćby o słynnym eksperymencie więziennym. Mogą pojawić się też całkiem łagodne problemy. Grupa może nie chcieć dopuścić do zmiany członka grupy (np. do usamodzielnienia czy wzmocnienia jednego z niej). Każda zmiana jest zagrażająca, bo stoi za nią coś nowego i nieznanego.

Nie wydaje mi się, żeby edukacja alternatywna była najlepszym wyborem dla każdej rodziny. Ja sam jeszcze nie mam przekonania do tego, która jest najlepsza dla mojej.

angelina-litvin-32188.jpg
Angelina Litvin, Unsplash

Jedna myśl na temat “Edukacja domowa II

  1. Kiedy nasz syn osiągnął wiek przedszkolny (a potem szkolny) mieliśmy podobne dylematy. W naszym powiatowym miasteczku trudno było myśleć o alternatywnych formach kształcenia dziecka, zwłaszcza, że groszem nie śmierdzieliśmy. Poszedł do państwowego przedszkola, choć mimo upływu kilkudziesięciu lat miałem wciąż w głowie własne mało satysfakcjonujące doświadczenia przedszkolne. Po miesiącu zabraliśmy go z tej placówki, bo była okropna. Zmobilizowaliśmy zasoby finansowe i zapisaliśmy chłopaka do przedszkola prywatnego, co w tamtych czasach łatwe nie było, bo prywatnych placówek w miasteczku było tyle, co wiewiórka napluła. Prócz pieniędzy trzeba było także uruchomić jakąś znajomość. Udało się. Raju tam nie było, ale było o trzy poziomy lepiej niż w przedszkolu państwowym. Już choćby niska liczebność grupy okazywała się ważnym czynnikiem. Przy wyborze podstawówki nie mieliśmy już wątpliwości. Skoro nie ma u nas innych modeli szkół, to syn pójdzie do czegoś, co szkołą państwową nie jest, ale nie jest też podstawówką prowadzoną przez siostry zakonne. Wybraliśmy zatem jedyną w mieście szkołę społeczną. Zaleta ta sama – małe grupy klasowe. Jeśli chodzi o jakość nauki, socjalizację etc. było w tej szkole różnie – nie miałem o nauczycielach zbyt dobrego zdania, ale może to po prostu wynik moich wygórowanych oczekiwań. Dzieciak skończył podstawówkę i gimnazjum w tejże szkole. Potem stanął przed wyborem liceum. Jeśli chciałby uczyć się w placówce prywatnej czy społecznej musiałby dojeżdżać codziennie około dwóch godzin. Wspólnie (on miał głos decydujący) uznaliśmy, że pójdzie do państwowego liceum w miasteczku – uznawanym za najlepsze tutaj. Szybko okazało się, że państwowy system nauczania ma właściwie charakter obozu pracy. Przynajmniej u nas tak to wyglądało. Cud, że chłopak wytrzymał tu dwa lata. Kiedy był w klasie maturalnej uznał, że szkoda jego czasu na dalszy pobyt w szkole, która ani nie daje mu oczekiwanego poziomu wiedzy, ani nie traktuje go (i nas) jak partnera do rozmowy o oczekiwaniach edukacyjnych, ani nie jest dość elastyczna by ułatwić mu samodzielne zdobywanie wiedzy. A on chciał się tylko bardzo dobrze przygotować do matury, według własnej koncepcji i metod. Zależało mu by dostać się na studia, które sobie zaplanował, a próg punktowy na nich co roku jest dość wysoki. Po wielodniowym roztrząsaniu wszystkich za i przeciw, przeniósł się do prywatnej szkoły. Dojazdy zajmowały mu trzy godziny, ale dyrekcja podeszła do niego z dużym zrozumieniem – nie musiał być w szkole codziennie. Zaliczał wszystko, co musiał zaliczyć po uzgodnieniach z nauczycielami, a z własnej woli przybywał na te zajęcia, które dawały mu coś cennego. Bardzo dobrze zdał maturę i dostał się na te swoje studia…

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s