Przykrywanie emocji

Czasem dzieje się tak, że jedna emocja jest przykrywana inną. Odnoszę wrażenie, że najczęściej złość lub smutek są przykrywane uśmiechem (zaśmiewane).

To nie jest tak, że ja tak mam i tyle. Z tym się nie trzeba wcale godzić. To nie jest korzystne. Taka niespójność pomiędzy odczuwaną emocją a jej wyrażaniem prowadzi do trudności z właściwym odbiorem takiej osoby. Zagraża to autentyzmowi. I tradycyjnie już napiszę to samo – da się to przepracować.

Puszczę teraz wodzę fantazji. Dziecko się smuci/złości. Zaniepokojony rodzic mówi „Nie smuć/złość się. Uśmiechnij się. Nic się nie stało.”. I tak oto rodzic przekazuje swoje wypracowane mechanizmy progeniturze (zawsze chciałem użyć tego słowa!).

Do czego służy takie niepokazywanie smutku czy złości? W naszej kulturze raczej się nie obnosimy z tymi wstydliwymi emocjami. Szczególnie zakazane są one mężczyznom („nie bądź babą!”). Ujawnianie się z nimi może budzić niepokój u innych ludzi, a przecież chcemy być w pełni akceptowani przez nich. Aby uczynić się łatwiejszymi do przyswojenia, wybieramy lukrowanie siebie. Inaczej mówiąc – jest to strach przed odrzuceniem. Coś przez to także tracimy. Tracimy szansę na głębszą relację. Rzecz jasna nie zawsze nam na niej zależy. Dlatego też nie uważam, że kłopotem jest nieujawnianie się przy każdej możliwej okazji, tzn. przy każdym człowieku. To postrzegam jako chronienie siebie. Kłopotem jest, gdy nigdy do tego nie mamy dostępu i przez to niemożliwy jest głębszy kontakt i bliskość.

ben-white-302160.jpg
Ben White, Unsplash

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s