Jeszcze wolność, czy już samotność?

Gdzie jest granica pomiędzy daniem dziecku wolności, a jego samotnością?

Jak zwykle przemawia do mnie złoty środek.  Bo jeśli ja (rodzic) zajmuję się tylko sobą i nie interesuję się moim dzieckiem (pod pretekstem niewtrącania się i dania mu wolności), to mam wrażenie, że to nie jest bycie w kontakcie z drugą osobą. To po stronie dorosłego spoczywa odpowiedzialność  za relację. Takie dziecko nie ma nawet możliwości powiedzenia „nie” swojemu rodzicowi. Takie podejście ma dużo wspólnego z wychowaniem bezstresowym. Dziecko także nie trafia na cudze granice. Jest tu jednocześnie bardzo dużo samotności dziecka. Może ona być niewyrażona. Rodzic może jej nie zauważać lub nie rozumieć. Szczególnie rodzic, który bardzo jest zajęty swoimi potrzebami i czeka, aż dziecko wyraźnie zwerbalizuje swoje własne potrzeby. To nie jest bliski mi wzorzec.

Nie jest mi bliskie także przeciwne podejście, czyli symbiotyczna relacja z dzieckiem. Tutaj także obie strony dużo tracą. Dziecko traci indywidualność, ma problem z oddzieleniem się od rodzica. Ten zaś traci okazję na szczery kontakt z drugim (bardzo ważnym) człowiekiem.

Przemawia do mnie coś bardziej wyważonego. Ja chcę szukać kontaktu z moimi dziećmi. Chcę słyszeć ich „nie” i je szanować. Chcę też dawać im siebie. Chcę też mówić „nie”, kiedy mam taką potrzebę. Chcę, żeby dochodziło do żywej wymiany. Tak pojmuję rodzicielstwo.

yoal-desurmont-28740 (1).jpg
Yoal Desurmont, Unsplash

Jedna myśl na temat “Jeszcze wolność, czy już samotność?

  1. Jako dziecko ‚niekompletnych’ rodziców, powiem Ci, że niestety/stety tutaj trzeba mieć wyczucie. Czasem lepiej się cofnąć o krok i doglądać z daleka, czasem jednak lepiej wkroczyć mimo głośnych protestów( oczywiście nie mam na myśli skrajnych tylko sytuacji). Ale z tego wszystkiego liczy się jedno, to by dziecko bez względu na wszystko mogło na Ciebie liczyć. Bo potem gdy będzie dorosłe wypomni Ci każdą sytuację, nawet śmieszną – wiem po sobie. Po czasie takie rzeczy w sercu dziecka, zaczynają boleć dużo bardziej i dźgają resztę życia, bo wybacz kolokwialne określenie wyrzyganie, już nie pomaga, a czas tego nie uleczy.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s