Nauka języków

Słyszę zewsząd, że to bardzo ważne, żeby dzieci uczyły się języków. Podobno najważniejsze jest to, żeby zaczęły jak najszybciej, kiedy umysł jest chłonny niczym gąbka. Wtedy mogą też się nauczyć mówić z odpowiednim akcentem.

arkadiusz-radek-110591.jpg
Arkadiusz Radek, Unsplash

Jakoś nie jestem do tego przekonany.

Po pierwsze to nie jestem przekonany do tego, że znajomość języków jest tak ważna jak kilkadziesiąt lat temu. Czasy się zmieniły. Aktualnie można czytać teksty w dowolnym języku bez jego znajomości. Poza tym wokół mnie wszyscy znają angielski, a nie wszyscy uczyli się go od początku życia. Można znać go bez nauki od kołyski? Można. Wydaje mi się, że ta znajomość jest adekwatna do ich potrzeb. Gdy będą mieli większe potrzeby językowe, to przypuszczam, że podciągną poziom znajomości tego języka. Jak zwykle wierzę w moc motywacji wewnętrznej. Nie przemawia do mnie wtłaczanie dziecku języka angielskiego, potem niemieckiego, a potem jeszcze (jak już osiągnie pięć lat) to na wszelki wypadek chociaż trochę chińskiego (bo eksperci przewidują, że to się może przydać) lub ewentualnie hiszpańskiego (bo przecież prawie cała Ameryka Południowa się nim posługuje). Dla mnie każda próba wytworzenia kompetencji u dziecka na wszelki wypadek jest niepokojąca. Czy to nie jest tak, że bierzemy przecież pod uwagę wyłącznie nasze historie, nasze potrzeby i zakładamy, że wiemy, co jest dobre dla innego człowieka, czyli w tym przypadku dla naszego dziecka. A jak jest teraz? Czy uważacie, że Wasi rodzice lepiej od Was wiedzą, co jest dla Was dobre?

Po drugie to większa część świata nie mówi po angielsku z brytyjskim czy amerykańskim akcentem. Czy ten akcent to nie jest kwestia ambicji rodziców i prestiżu? Warto pamiętać, że najwyższy rangą urzędnik w UE (czasem zwany prezydentem Europy) mówi po angielsku z polskim akcentem, a zaczął się go uczyć grubo po pięćdziesiątce. Z mojego doświadczenia wiem, że w pracy programisty wystarczająca jest umiejętność czytania dokumentacji i komunikatywność w mowie i piśmie. Nie widziałem jeszcze ogłoszenia o pracę w branży IT, w którym wymieniony byłby w wymaganiach brytyjski akcent. Warto też pamiętać, że zazwyczaj rodowici Anglicy nie oczekują od obcokrajowców bezbłędnego angielskiego.

Po trzecie to nie każde dziecko musi chcieć być Obywatelem Świata. Rodzicu, czy na pewno Twoje dziecko będzie tego chciało? Masz 100% pewności? A może to są jednak Twoje (niespełnione?) marzenia?

Po czwarte to słyszałem, że jak się nie nauczy dziecka angielskiego, to zamknie się przed nim pewne kierunki, zaprzepaści się jego niektóre szanse. Jasne, zgadzam się z tym. Warto jednak pamiętać, że nie ucząc dziecka języka mandaryńskiego i włoskiego też zamykamy przed nim zupełnie inne kierunki. Jeśli nie posyłamy naszego trzylatka na zajęcia tenisa, to pewnie znacznie spada jego szansa na zdobycie Wielkiego Szlema. I jak? Chcesz ryzykować, czy zapisujesz dziecko profilaktycznie na wszystkie możliwe zajęcia dodatkowe? Tak na wszelki wypadek, żeby mieć czyste sumienie.

Po piąte technologia. Jeśli możliwe będzie sensowne tłumaczenie rozmów, to każdy z nas zyska możliwość bardzo łatwego pokonania bariery językowej. I to bez wysiłku. Tak rewolucyjne zmiany zdarzały się w historii ludzkości wielokrotnie – druk, komputer, Internet, telefon, samochód, samolot itd.

Ostatnio sporo rozmyślałem o dwujęzyczności zamierzonej. W uproszczeniu chodzi o to, że rodzice uczą dziecko języka obcego mówiąc do niego wyłącznie w tym języku. Sami ze sobą i z resztą świata (rozumiejącą ich język ojczysty) rozmawiają w języku ojczystym. Mam problem z brakiem autentyczności w takim kontakcie rodziców z dzieckiem i dlatego sam nie zamierzam tej metody stosować. Myślę w języku polskim i zwracając się do moich dzieci po angielsku musiałbym za każdym razem dokonywać tłumaczenia. To nawet nie ma znaczenia na jakim poziomie jest mój angielski. Ważne jest to, że nie myślę po angielsku. W związku z tym dla mnie to nie jest akceptowalne. Czułbym, że robię to kosztem relacji z dziećmi. Przypuszczam, że mógłbym się przyzwyczaić do tej formy i przestać ją zauważać. A jeszcze co do samego pomysłu – przemawia do mnie porównanie, że to tak jak z zakładaniem okularów przeciwsłonecznych przy każdym dialogu. Załóżmy, że przebywam z dziećmi (do których się zwracam po angielsku) i z żoną (do której się zwracam po polsku). Jakoś nie leży mi ciągłe zdejmowanie i zakładanie okularów. Poza tym w okularach przeciwsłonecznych ukrywa się swój wzrok i tutaj ja także odczuwałbym to samo. To, że coś przed dziećmi ukrywam. To, że nie widzą moich oczu. A wszystko to w imię jakiegoś projektu – Projektu Kompetentne Dziecko.

Warto pamiętać, że jeśli poświęcamy czas i energię na języki, to nie poświęcamy ich na coś innego. I może po prostu chodzi mi o to, że to coś innego jest dla mnie ważniejsze. Wierzę w to, że moje dzieci są mądre i będą same w stanie o siebie zadbać.

Nie jestem przeciwnikiem nauki dzieci języków obcych, uważam jednak, że wiara w wielką moc wybitnej znajomości angielskiego jest mocno przesadzona. Odnoszę wrażenie, że bardziej potrzebna jest nam uczenie się mówienia o emocjach niż uczenie się języka obcego.

3 myśli na temat “Nauka języków

  1. Ja mam trochę inne przemyślenia. Ale ja mogę powiedzieć, że kiedy mówię w języku angielskim, to w tym języku też myślę (wyjątkiem są dość rzadkie sytuacje, kiedy brakuje mi bardzo specyficznego słowa). Idąc za przykładem mojej koleżanki po fachu zdecydowałam się na dwujęzyczność zamierzoną. Działamy już ponad rok i dziecko już ma za sobą pierwsze słowa w dwóch językach. Całą naszą przygodę opisuję tutaj: http://teachyourbaby.pl/ i zapraszam do subskrypcji. Dzieje się u nas dużo, bo dzidzia ma dość szaloną mamę 😛

    Polubienie

  2. Bardzo dziękuję za taką opinię. Sama mam podobne odczucia, ale obawiałam się, że trochę tłumaczę sobie ograniczenia finansowe taką wymówką, no i pojawiły się wyrzuty sumienia. Ale co racja to racja, sama nauczyłam się języka w szkole podstawowej (miałam angielski od 5 klasy) i na takim poziomie pozostałam, mimo dodatkowych lekcji itp. Swój język poprawiałam jedynie jak przez miesiąc pracowałam w towarzystwie anglojęzycznym (wyłącznie!!!), mimo że było to w Polsce, to po kilku dniach pracy mój mózg zdołał się przestawić na angielski i przyszła i łatwość mówienia i poszerzyło się słownictwo i rozumienie, wiec pewnie jak jest potrzeba to i wzrastają możliwości. A jak moje dziecko będzie się uczyło prywatnie, to te lekcje w szkole będą dla niego stratą czasu, niby nauczy się więcej ale nie skorzysta z tego co ma gratis a w czym musi uczestniczyć, bo może go irytować, nudzić itp. Zaczynamy edukację bez dodatkowego angielskiego, zobaczymy w której klasie poziom uczących się dodatkowo podniesie poziom całej klasy i będzie trzeba tez zapisać, jeśli tak się nie stanie to chyba nie ma co zapisywać.

    Polubienie

  3. Nie napisałam w poprzednim poście, ale jestem nauczycielem angielskiego i mam w swoich klasach 2 uczniów wychowanych dwujęzycznie w Polsce (mama mówiła i nadal mówi do nich tylko w języku angielskim, tata w polskim, czyli dokładnie tak jak jest u mnie). Może i się nudzą, a raczej na pewno, bo wszystkie słowa znają, ale za to w domu więcej czasu wolnego, bo angielskiego się nie trzeba uczyć. Ja ze swojej strony jestem przeciwna prywatnym lekcjom, jeśli uczeń sobie radzi w szkole. Zwłaszcza takim na siłę, bo rodzic chce. Tak, że dobrą Pani podjęła decyzję, żeby nie posyłać dziecka na lekcje. Za to mówienie do dziecka w języku obcym od urodzenia – popieram jak najbardziej. Jak temu dwujęzycznemu czwartoklasiście kiedyś klasa powiedziała, że on umie angielski, bo go mama uczy, to on się oburzył twierdząc, że on po prostu umie…mama go wcale nie uczy. I miał rację. Angielski opanował w ciągu pierwszych 3 lat życia, których się zwykle nie pamięta.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s