Wychowanie bezstresowe

Mam wrażenie, że możliwe jest wychowywanie bezstresowe, gdy chce się być rodzicem bliskościowym. Czasem ta różnica może być trudna do uchwycenia. Wydaje mi się, że w pewnych sytuacjach może to z zewnątrz nawet tak samo wyglądać. Mam w głowie taki przykład – dziecko chce, żeby tata kupił mu zabawkę. Rodzic początkowo się opiera, mówi „nie”, a potem ostatecznie się zgadza.

markus-spiske-101824.jpg
Markus Spiske, Unsplash

Kluczowe dla mnie są powody, dla których ojciec zmienił zdanie. Jeśli było to spowodowane chęcią uniknięcia frustracji dziecka (płaczu, złości), a rodzic wcale nie miał na to ochoty i mówił sobie, że musiał tak zrobić, to uważam, że jest to wychowanie bezstresowe.

Biorę też pod uwagę inny scenariusz. Początkowe „nie” rodzica było nawykowe, zawsze tak postępował. Mogło to być zastosowanie zasady „dzieci się nie rozpieszcza, bo wyrosną na egoistów”. Mogło to być powiedziane bez kontaktu ze sobą i z dzieckiem. I późniejsza zmiana zdania była spowodowana skontaktowaniem się ze sobą, wysłuchaniem dziecka. W tym przypadku było to bliskościowe. Dziecko mogło się przekonać przy okazji, że rodzic nie jest nieomylny i że jest zwyczajnym człowiekiem, który może zmienić decyzję.

Zastanawiam się, na ile bliskościowo można być z dzieckiem, jeśli się nie jest ze sobą w kontakcie. Można wdrażać filary RB (karmienie piersią, spanie z dzieckiem, noszenie dziecka w chuście itd.), ale czy to na pewno o to chodzi? Wydaje mi się, że można stosować większość z nich i nie być rodzicem bliskościowym. Można też podejść do filarów, jak do zasad i wykonywać czynności zgodnie z zaleceniami. Nie mam pewności, że to najlepszy pomysł. Czy noszenie dziecka, jeśli się tego nie lubi ma duży sens? Czy spanie z dzieckiem i traktowanie tego jak swój obowiązek jest cenne dla dziecka?

Dochodzę do wniosku, że w pierwszej kolejności warto zadbać o siebie i o zrozumienie siebie, swoich potrzeb. Bez tego trudno jest być autentycznie z dzieckiem.

W tym tekście nie chodzi mi to to, żeby powiedzieć komukolwiek, że jest złym rodzicem. Chcę wyłącznie powiedzieć, że masz prawo (Ty rodzicu!) najpierw zadbać o siebie. Ostatecznie skorzysta na tym cały system (rodzice i dzieci). Frustracja u dzieci wywołana rodzicielskim „nie” wydaje mi się także pożyteczna. Wszystko pod warunkiem, że jest to autentyczne „nie”, po skontaktowaniu się ze swoimi potrzebami, a nie stosowanie jakiejś zasady.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s