NVC nie zawsze działa

Marshall Rosenberg mówił, żeby nie szukać przyczyny złości u innych, bo przecież to nie ty mnie złościsz, to ja się sam złoszczę. Zgadzam się z tym. Radził on, żeby się zainteresować się empatycznie drugim człowiekiem, spróbować dojrzeć jego potrzeby, nawet gdy nie potrafi o nich powiedzieć. To się sprawdza. Często. Prawie zawsze. A zatem nie zawsze.

Sytuacje, w których się złościmy mogą być związane z przeniesieniem, tzn. to, co się dzieje, przypomina nam sytuację z wcześniejszego życia, najczęściej z dzieciństwa. Często w takiej sytuacji chodzi o relację z rodzicem. Czemu akurat o nią? Przede wszystkim dlatego, że to ważna, podstawowa relacja. Z tego samego powodu ma ona wielką moc i może przy okazji także wyrządzić wiele krzywdy. Ale wracając do przeniesienia – świetnie jest zauważyć, że to co się dzieje w tym momencie jest związane z nieprzepracowaną sytuacją w przeszłości, że nie chodzi wcale o to co tu i teraz. Mam wrażenie, że można nabrać wprawy w rozpoznawaniu takich sytuacji. Dla mnie jest to pocieszające.

Co w sytuacji, gdy czujemy złość w stosunku do rodzica i to nie jest przeniesienie? Czy mamy prawo zareagować inaczej? Wierzę, że możemy mieć jako dzieci oczekiwania wobec rodziców. Te oczekiwania to podstawowa opieka, zadbanie, miłość, bezwarunkowa akceptacja. Czy jeśli moje potrzeby nie były dostrzegane przez mojego rodzica, to mam nałożyć empatyczne uszy i próbować zrozumieć, co kierowało nim, gdy bił mnie pasem do krwi albo wykorzystywał seksualnie? Nie! Tutaj nie zadziała NVC, tutaj bardziej pasuje mi jednak wykrzyczenie (czy też inne wyrażenie) złości do kogoś, do tego kogoś, do właściwej osoby. To jest dla mnie sięgnięciem do źródła, do głównej przyczyny pojawiającej się złości. Gdy ten rodzic już nie żyje, to nic straconego. Można to także wyrzucić nieżyjącemu rodzicowi. Uważam, że dziecko nie musi bezwarunkowo akceptować rodzica. Może powiedzieć rodzicowi, że jest na niego bardzo wkurzone.

Wierzę, że dzięki zmierzaniu się z faktycznym problemem może być mniej złości w innych życiowych sytuacjach. Co jednak, gdy energia zostanie już skumulowana? Wtedy warto jest się jej pozbyć. Mamy dwie możliwości – wyrzucić ją na zewnątrz lub zostawić ją w środku. Ta druga opcja jest dla nas niszcząca. Może się ona przejawiać m. in. autoagresją – np. zgrzytaniem zębami w nocy (bruksizm) czy innymi chorobami psychosomatycznymi (astma oskrzelowa, nadciśnienie tętnicze itd.). Lepiej jest się jej pozbyć. Samo pozbywanie się jej regularnie może uchronić częściowo nasze ciało przed jej szkodliwym wpływem, ale nie rozwiąże definitywnie problemu. Konieczne jest sięgnięcie do samego początku, do źródła. I tym właśnie może zająć się psychoterapia.

A gdy już sobie wszystko przerobimy, to możemy zawsze stosować Porozumienie Bez Przemocy. Szkoda, że raczej nie ma takiej możliwości, żeby sobie raz na zawsze wszystko załatwić. Jeśli wydaje ci się, że nie masz nic do przerobienia, to też masz po co się przejść do terapeuty. Ot choćby po to, żeby się przekonać, czy sam(a) siebie nie oszukujesz.

Język empatii wydaje mi się czymś wspaniałym, widzę jednak miejsce, w którym on nie zadziała. We wszystkich innych miejscach próbuję się porozumieć empatycznym językiem Porozumienia Bez Przemocy.

anthony-melone-106797
Anthony Melone, Unsplash

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s