Opłaca się krytykować RB

Trudno jest pisać bloga, który ma wielu czytelników i jednocześnie jest na wysokim poziomie. Odnoszę wrażenie, że jest to zawsze kompromis – być czy mieć. Mam swojego faworyta w konkurencji blog rodzicielski – Być bliżej. Ma on kilkanaście tysięcy fanów na FB. Wpisy są merytoryczne, empatyczne i niejednokrotne dość długie. Tak, tak, niektórzy jeszcze potrafią pisać długie teksty, które są w dodatku chętnie czytane! Nie są na nim poruszane tematy ocierające się o filozofię, które zazwyczaj są uważane za trudne i nudne. Szkoda, bo ja z kolei chętnie bym się z nimi zapoznał i wziął udział w dyskusji pod artykułem. Dużo bardziej popularne blogi rodzicielskie są dla mnie mniej wartościowe, ale za to łatwiejsze do przyswojenia. Z tego pewnie wynika ich marketingowy (kliknięciowy – liczba odsłon) sukces. Za zwiększenie popularności można zapłacić, więc liczba polubień na FB zazwyczaj odzwierciedla przeznaczony na promowanie budżet i niewiele więcej. Bloger zarobi więcej na reklamie i wyda w przyszłości więcej na promowanie. Świetnie się to nakręca. Wszyscy są zadowoleni – FB, bloger i czytelnicy. Na czym więc polega problem? Ano na tym, że te treści są słabe pod względem merytorycznym (zbyt słaba znajomość tematu), często z  błędami logicznymi i raczej nic nie dają czytelnikowi, a czasem nawet są dla niego szkodliwe.

Pamiętajmy, że liczba polubień/obejrzeń nie ma związku z wartością treści.

To wszystko jest dla mnie dosyć smutne. Słabe, ale dobrze sprzedane, treści wypierają te lepsze. Niejednokrotnie te mało wartościowe wpisy bazują na emocjach zmęczonych rodziców. Nie wnoszą one zbyt wiele wartości, ale dają czytelnikowi złudne poczucie bycia zrozumianym przez autora. Pozwalają się nakręcić czytelnikom w ich emocjach – najczęściej chyba w złości. Czy to daje im coś cennego? Nie sądzę.

oliver-thomas-klein-207908.jpg
Unsplash, Oliver Thomas Klein

Zauważyłem, że często taktyką blogujących rodziców jest krytyka rodzicielstwa bliskości. Przeczytałem już któryś z kolei tego typu wpis i wrażenia mam podobne – brak znajomości tematu. Takim blogerom myli się RB z wychowaniem bezstresowym. Sami sobie dorabiają teorie o tym, że trzeba być idealnym rodzicem. Nie przypisuję tym ludziom złych intencji. Wydaje mi się, że nie mają odpowiedniej wiedzy teoretycznej i w następstwie także praktycznej.

W czasie lektury artykułów szkalujących RB próbuję przezwyciężyć budzącą się moją złość i  po rosenborgowsku się domyślić, co się u nich dzieje. Konkretnie to mam na myśli autorkę artykułu, która już w tytule mówi, że ma gdzieś RB i inne teorie. Próbuję się domyślić, jaka potrzeba stoi za opublikowaniem tego wpisu. Może ona bardzo potrzebuje pieniędzy i te odsłony wpisu (i w następstwie spływające z reklam pieniądze) mają pomóc wyżywić jej rodzinę. Widać, że blog zarabia. Dostępne są informacje o liczbie odwiedzających. A może jest bardzo sfrustrowana macierzyństwem i tylko w ten sposób potrafi to wyrazić? Poprzez odzew czytelników może się utwierdzić w przekonaniu, że  nie jest sama. To były tylko moje wyobrażenia. Nie mam jednak, jak ich sprawdzić, a zatem biorę pod uwagę to, że mogę być w błędzie. Tak działa internet. Niestety.

Specjalnie nie umieszczam tutaj namiarów na blogi. Nie chcę karmić trolla. Nie chcę, żeby troll rósł w siłę.

Nie karm trolla!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s