Po co mi dziecko?

Takie pytanie zadałem sobie po raz pierwszy kilka lat temu. Właściwie, to zadał mi je ktoś inny, ale potem robiłem to sobie sam. Na początku wydało mi się to śmiesznie głupie – „To oczywiste”, prychnąłem tylko, „Każdy przecież chce mieć dziecko!”. Teraz już inaczej podchodzę do tego tematu. Po pierwsze to usłyszałem, że niektórzy nie chcą mieć dzieci. Jest im dobrze w aktualnej sytuacji, nie mają potrzeby zajęcia się kimś – dla mnie to jest w porządku, akceptuję to i nie prawię morałów typu „To kto ma mnie utrzymać na emeryturze?”, „Gdyby każdy tak myślał, to byłoby nas coraz mniej”.

Wojciech Eichelberger: Najgorzej jest wtedy, gdy rodzice mają poczucie, że nie dostali w życiu jakiejś szansy. I teraz dają tę „wymarzoną” szansę swojemu dziecku, wraz z absolutnym obowiązkiem jej wykorzystania

Anna Jasińska: To trochę tak, jakby dziecko zamiast przeżyć swoje życie, miało jeszcze raz przeżyć życie swojego rodzica. Tylko lepiej, niż on to zrobił.

Wojciech Eichelberger: Dzieci takich rodziców są w poważnym niebezpieczeństwie. To syndrom dość częsty wśród dzieci sfrustrowanych artystów, sadzanych w trzecim roku życia przy fortepianie i zmuszanych do wielogodzinnych ćwiczeń. „Żeby wreszcie wszystkim pokazały, żeby to nazwisko w końcu wypłynęło”. Miałem na terapii kilkanaścioro dorosłych dzieci nadambitnych rodziców. Nie dość, że zostały one obrabowane z dzieciństwa, że od początku żyły w nie swojej bajce, to w dodatku, gdy dochodziły do jakichś sukcesów w dziedzinie, w której były tresowane, nie miały z tego żadnej przyjemności. Ich rodzice owszem, byli dumnie. Ale dla dzieci kończyło się to zazwyczaj jakąś nerwicą, psychozą, narkomanią, załamaniem nerwowym albo przykrymi objawami somatycznymi. Miałem na terapii pianistkę, której po prostu ręce odmówiły posłuszeństwa. Pewnego dnia jej podświadomość doszła do głosu w takiej formie, że dziewczyna dostawała skurczu w dłoniach na sam widok fortepianu.

To był fragment z książki „Dobre rozmowy, które powinny odbyć się w każdym domu”
Andrzej Samson , Wojciech Eichelberger , Anna Jasińska

Usłyszałem już, że ludzie chcą mieć dzieci, bo:

  1. nie chcą być samotni na starość,
  2. to dopełnienie związku,
  3. lubią dzieci,
  4. chcą przekazać geny,
  5. ktoś musi przejąć gospodarstwo,
  6. ja nie wykorzystałem mojej szansy, niech moje dziecko ją wykorzysta,
  7. rodzina i znajomi się dopytują, kiedy wreszcie.

Z tych powodów najbliżej mi do nr 3. Ja chcę mieć dzieci, bo je lubię i mam miejsce dla nich (w sobie i w domu). Obcowanie z nimi sprawia mi mnóstwo radości. Od córek dostałem też coś zupełnie nowego – patrzenie na świat z perspektywy kobiety. Dopiero teraz zaczynam się bardziej zastanawiać, jak to jest startować w życiu z pozycji dziewczynki. Lepiej zauważam stereotypy płciowe. Nie patrzę na nie tak obojętnie jak kiedyś, reaguję. Z pewnością wzbogaciło to moje myślenie. Pozwala mi to jeszcze trochę cofnąć się w swoje dzieciństwo. Mogę coś przeżyć ponownie (pierwsze uśmiechy, pierwsze kroki, pierwsze inne rzeczy). Teraz mogę to zaobserwować u swojego dziecka i w swojej głowie zrobić to po swojemu. To ma na mnie zbawienny wpływ.

Odniosę się jeszcze do innych punktów:

  1. Nie wydaje mi się, żeby posiadanie dziecka mogło uchronić przed starością. Nie mam przecież gwarancji, że się z moim dzieckiem będę dogadywał. Może tak być, że nie będziemy utrzymywać kontaktu. Być może nie będziemy się lubili. To też nie jest tak, że chciałbym moje dziecko obarczać misją opiekowania się swoim podstarzałym ojcem. Ja nie chcę takiej misji realizować, więc sam nią nikogo też nie obarczam.
  2. Moje doświadczenie pokazuje, że pojawienie się dziecka i następne lata to bardziej czas próby. To wtedy niektóre związki się rozpadają. Jeśli nie jest między nami dorosłymi dobrze, to pojawienie się dziecka z pewnością tego nie poprawi.
  3. Już omówiłem.
  4. Jeśli mamy rodzeństwo lub inną bliską genetycznie rodzinę, to ich geny są bardzo podobne do naszych. W związku z tym przekazywanie naszych genów wcale się za bardzo nie różni od przekazywania genów przez np. nasze rodzeństwo. Ten powód chyba też nie jest wystarczający.
  5. Ten powód już chyba we współczesnej Polsce nie występuje. Czytałem „Chłopów” Reymonta – stąd ten pomysł w mojej głowie.
  6. Tutaj chodzi o ambicję. Ten powód też nie wydaje mi się dobry. To tak jakby stworzyć swoje dziecko tylko po to, żeby nam służyło. Mnie się taka relacja nie podoba, bo jest przedmiotowa, a nie podmiotowa.
  7. To też słaby powód. Widzę w nim sporo niedojrzałości.

Ja sobie takie pytanie postawiłem i nic przez nie nie straciłem. Zachęcam Was także do stawiania go sobie.

epbixgcrtk0-janko-ferlic

 

 

Dopisane 2017.02.17:

Po tym wpisie temat jeszcze dla mnie nie był skończony i napisałem jeszcze:

2 myśli na temat “Po co mi dziecko?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s