Oczekiwania

Część z oczekiwań rodzicielskich można mieć już przed urodzeniem się dziecka. Bywa tak np. z oczekiwaniami co do płci, podobieństwa do nas czy wymiarów dziecka (np. co najmniej 3,5 kg i min. 56 cm długości). Zastanawiam się, czy dobrze jest mieć ich dużo. Wydaje mi się, że nie. Nie wiem natomiast, czy można nie mieć żadnych. Trudno mi to sobie wyobrazić. Myślę, że można różnie reagować, gdy te oczekiwania nie są spełniane. I to jest coś, na co mamy realny wpływ.

Sam mam takie oczekiwania, że moje dzieci będą zdrowe. Nawet tak zakładam. Gdy to nie idzie po mojej myśli, to się złoszczę i to akceptuję. Nie twierdzę, że jest to dla mnie łatwe i że robię to od razu. Nie mam jednak lepszego wyjścia. Nieakceptowanie nie służy mi. Mam też oczekiwanie, chociaż może lepszym słowem będzie nadzieja, że będą szczęśliwe. I to w sumie tyle.

Zdaję sobie sprawę, że niezaspokojenie podstawowej potrzeby rodzica (potrzeby zdrowego dziecka) jest bardzo trudne. Wyobrażam sobie, że wywołuje to ogromną złość i smutek. W tym zakresie oczekiwania tego podstawowego stanu jest dla mnie zrozumiałe. Takich doświadczeń całe szczęście nie mam.

Bardzo dobrze widocznym (i częstym) zjawiskiem są dla mnie oczekiwania wynikające z realizacji swoich celów, ambicji za pomocą dziecka. Pisałem m. in. o znanym tenisiście Agassim i oczekiwaniach jego ojca tutaj – Moje pisanie. I właśnie te oczekiwania wydają mi się szczególnie groźne. Myślę sobie, że gdy mam w głowie gotowy plan na dziecko, to bardzo mi to utrudnia zrozumienie tego człowieka. Utrudnia to bycie w kontakcie z nim. A ten człowiek może być zupełnie inny niż ja. Tutaj narzuca mi się pojęcie tolerancji, akceptacji, szacunku dla inności i cudzej indywidualności. Może to być szczególnie trudne w przypadku naszych dzieci, bo przecież one na początku nie potrafią powiedzieć, że mają inny pomysł na siebie. Czasem te sygnały (sprzeciw) są bardzo subtelne. Niektórzy rodzice uważają, że ich dzieci są niezapisaną kartką, tworem, który oni muszą ukształtować (chyba najczęściej na swoje podobieństwo). Pisząc to mam w głowie pewien obraz. Wczoraj obejrzałem film Droga krzyżowa. Opowiada on historię młodej dziewczyny Marie, która nigdy nie otrzymała akceptacji od swojej fanatycznie religijnej matki. Nigdy nie była wystarczająco dobra dla niej. Matka miała wizję córki, nie godziła się na żadne odstępstwa i trzymała ją na bardzo krótkiej smyczy. Ciągle wytykała jej liczne błędy – np. gdy dziewczyna chciała pójść na próbę chóru, gdzie miała się pojawić szatańska muzyka, czyli soul i jazz. Marie bała się tej kobiety. Nie będę zdradzać zakończenia, powiem tylko, że dziewczyna do końca życia nie wyzwoliła się od matki. Ten obraz mnie przeraził.

Usłyszałem wiele razy, że dziecko zrobi wszystko, aby dostać akceptację rodzica. Ja w to wierzę. I wierzę, że bardzo mocno napędza to działania dziecka. Wierzę, że jest w stanie przez całe życie (szkoła, praca, związki) się starać, aby wreszcie tę akceptację dostać. I często jest tak, że nie jest to nigdy możliwe. Całe szczęście można to sobie przepracować i bez rodzica. W tym może pomóc psychoterapia.

elissa-algora-96751.jpg
Elissa Algora, Unsplash

Możemy zrobić dużo dla naszych dzieci. Możemy im dać naszą bezwarunkową akceptację. Możemy być z nich dumni, nawet gdy nie są gwiazdami piłki nożnej czy najlepszymi matematykami w szkole. Ja nie mam gotowej wizji moich córek, jestem otwarty na każdy scenariusz. Zastanawiam się, co będą robić w dorosłym życiu. Czekam na to z zainteresowaniem i planuję im w tym towarzyszyć tak długo, jak długo będę im potrzebny.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s