Zasady

Ten temat ostatnio bardziej mnie zajął. Poświęciłem sporo czasu i energii na rozmowy o nim. Przede wszystkim dotarło do mnie, że każdy ma prawo do własnego zdania na ten temat. Od razu z tego wyszło mi, że chcę to uszanować i nie zamierzam nikogo przekonywać. Nie chcę oceniać. Nie chcę dzielić ludzi na wewnątrzsterownych i zewnątrzsterownych. Wyraźnie odczuwam, że jedno z pojęć jest pejoratywne. Jedno jest dobre, drugie jest złe. Taki podział (jak i każdy inny) uważam za szkodliwy. To tak jak np. z nieśmiałością – czy jest się nieśmiałym przez cały czas? Nie sądzę. A takie szufladkowanie powoduje przypięcie etykiety, której może być się trudno pozbyć. Nie róbmy tego – to mój prywatny apel.

Aktualnie samo słowo „zasady” nie wywołuje u mnie specjalnych emocji. Nie czuję, żeby dotykało to czegoś ważnego u mnie. Ma to być może związek z tym, że nie uważam, żeby mnie uwierały zasady. Gdy mnie ktoś upomina/przywołuje do czegoś i argumentuje to zasadami, to nie powoduje to, że się odcinam od siebie (od kontaktu ze sobą) i automatycznie podporządkowuję się zasadom. Jest przeciwnie. Sprawia to, że konfrontuję ją ze sobą. Sprawdzam, czy mi to gra.

Sam nie odwołuję się do zasad albo przynajmniej nie kojarzę tego w tym momencie. Wolę powiedzieć, że coś mi nie pasuję. Robię to z pozycji Ja. Jest to przekaz w moim osobistym języku. I jest ten przekaz zgodny z zasadami NVC. Nie chodzi tu o to, że ślepo korzystam z tej metody, chociaż uważam, że rozpoczęcie pracy nad sobą, nad swoim sposobem porozumiewania się, od NVC może być wartościowe.  Chodzi o to, że te zasady są zgodne ze mną. Zdarza się jednak, że w emocjach się zapomnę i postąpię tak jak kiedyś (będę w chwilowym regresie). Pomocne może być dla mnie wtedy przywołanie idei NVC. To może być skutecznym wyciągnięciem mnie ze stanu nadmiernego pobudzenia, np. zbyt wysokiego poziomu złości.

Uważam też, że zasady mogą dawać poczucie bezpieczeństwa. Tutaj od razu mogę podać przykład. Dzieje się tak w grupie terapeutycznej. Uczestnicy wspólnie ustalają zasady, czyli informują się wzajemnie o swoich potrzebach, negocjują warunki, które są im potrzebne do osobistej, często bardzo intymnej pracy. Takimi zasadami może być to, że nie rozmawiamy o kimś, tylko z kimś. Może to też być zasada poufności. I ja widzę, że to działa. Widzę, jak świetnie funkcjonuje grupa z minimalną liczbą zasad. Nadmiar zasad z kolei uważam za coś niepotrzebnego, utrudniającego. Im więcej zasad, tym łatwiej się w nich pogubić.

Przy okazji tych rozważań odkryłem sporo – nie lubię retoryki (jak dla mnie zupełnie niezgodnej z NVC), bo odcina mnie od empatii, od bycia w kontakcie z drugą osobą. Nie chcę tego robić, wygrana w takim boju nic mi nie daje. Odkryłem jak dobrze może mi być w rozmowie z drugą osobą, kiedy nie czuję, że muszę ją przekonać. Odkryłem także czym jest dla mnie NVC, ale o tym chcę już napisać w innym wpisie.

PS

Bycie w kontakcie ze sobą jest dla mnie ogromną wartością. Nie jest jednak tak, że chcę być w kontakcie przez cały czas z każdym człowiekiem.

 

PPS

A to moje ulubione zasady 🙂

The Rules of Fight Club.

  • 1st RULE: You do not talk about FIGHT CLUB.
  • 2nd RULE: You DO NOT talk about FIGHT CLUB.
  • 3rd RULE: If someone says „stop” or goes limp, taps out the fight is over.
  • 4th RULE: Only two guys to a fight.
  • 5th RULE: One fight at a time.
  • 6th RULE: No shirts, no shoes.
  • 7th RULE: Fights will go on as long as they have to.
  • 8th RULE: If this is your first night at FIGHT CLUB, you HAVE to fight.
jessicapereira-flickr
Jessica Pereira, flickr

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s