By niejadek zjadł obiadek

Jechałem niedawno samochodem i zaatakowała mnie taka oto reklama:

  • „Zjedz troszkę buraczków. Patrz, jak Wojtek zjadł z apetytem.” – mówi zmartwiona mama do Jacusia dowalając mu przy okazji tym porównaniem,
  • „A ja chcę dokładkę!” – mówi zadowolony bardzo z korzystnego dla niego porównania Wojtek,
  • „Ach, żeby nasz Jacuś miał taki apetyt.” – wzdycha mama Jacusia wspinając się na wyżyny empatii,
  • „To daj mu Apetizer”.

I już. To przecież takie proste. Wystarczy syropek i po sprawie. Jeśli natomiast jesteś dorosłym niejadkiem (co wydaje się mało prawdopodobnej w naszym bardzo szybko tyjącym kraju), to jest też produkt dla ciebie – Apetizer senior!

Kilkanaście dni temu poznałem takiego Jacusia. Dokładnie to nazywał się Piotruś. Był on młodszy od bohatera reklamy. Tak na oko miał dwa – trzy lata. Spędzał Święta z rodzicami i dziadkiem. I jak to jego pulchna mama mówiła – „Piotruś nic nie je!”. Pulchny tata zdawał się trochę mniej przejmować poważnym problemem Piotrusia. Być może dlatego, że rzadziej się zajmował synem w czasie posiłków. Był jeszcze bardzo miły dziadek (najmniej pulchny z dorosłych), który także był bardzo zaangażowany w rozwiązanie tego problemu. Wyglądało to tak, że w czasie posiłku mama i dziadek nieustannie atakowali Piotrusia kromeczkami, kawałkami mięsa i wszystkimi jadalnymi przedmiotami w okolicy. Chłopak nawet za bardzo nie protestował. Patrzył tylko przed siebie swoimi smutnymi oczami. Wydawał się apatyczny i zupełnie bez energii. Czasem chodził powolnym krokiem, a za nim podążała mama z dziadkiem wyposażeni w pokarmy. Inne dzieci niespecjalnie chciały się bawić z chłopcem, bo w czasie tej zabawy były w niego przemocowo wciskane jedzenie. W trakcie kilku minut udawało się Piotrusiowi wcisnąć np. cały talerz jogurtu, ale to wcale nie zadowalało mamy. „Piotruś prawie nic nie zjadł”-  mówiła smutna. Wszystko to działo się bez kontaktu pomiędzy dorosłymi a dzieckiem. Łyżka z jogurtem pojawiała się nagle, gdy mama lub dziadek stali za chłopcem. Było to dla mnie ogromnie smutne. Widziałem w tym przemoc. Kojarzyło mi się to z kurczakami karmionymi przez rurkę. W tym subiektywnym opisie może być dużo moich wyobrażeń. Chłopak mógł być chory, ale na potrzeby tego wpisu założę, że nie był, że po prostu nie spełniał żywieniowych oczekiwań rodziny.

A jak to jest u mnie? Nie wiem, w których miejscach siatki centylowej (waga, wzrost, wiek) się moje córki znajdują. Wiem, że wyglądają na zdrowe. I tyle. Od początku obie córki jedzą co chcą i ile chcą – stosujemy BLW (po polsku Bobas Lubi Wybór http://mamania.pl/product-pol-20-Bobas-lubi-wybor.html). Idea ta ma zalety:

  • możemy jeść równolegle z dzieckiem,
  • dziecko samo wybiera, co chce jeść – ja wierzę, że wybiera to, co jest mu potrzebne,
  • może być taniej niż przy kupowaniu gotowych dań,

ale ma też wady:

  • sporo jedzenia się marnuje (szczególnie na początku) ,
  • jest sporo sprzątania (szczególnie na początku),
  • nie wiadomo, ile dziecko zjadło (dla mnie to akurat informacja bez większego znaczenia).

Widzę, że zmienność zwyczajów żywieniowych u moich córek jest jedyną stałą. Aktualnie młodsza chce jeść wyłącznie kromki z dżemem, a starsza głównie lody. Tutaj poruszyłem temat, który jest dla mnie ciągle rozwojowy – co z cukrem? Z jednej strony coś już wiem o jego wpływie na mózg (pobudzanie układu nagrody, uzależnienie, trochę przypomina narkotyki), a z drugiej strony wiem, że moje dzieci i tak będą z nim miały styczność, choćby w grupie rówieśniczej. Aktualnie myślę sobie, że chcę starać się przedłużać czas z małą ilością cukru, bo szczególne spustoszenie sieje on w najmłodszych organizmach. Sam staram się nie jeść słodyczy, bo wiem, jak źle na mnie wpływają. Najważniejsze jednak w operowaniu słodyczami jest to, żeby nie zastępowały one czegoś innego, np uczuć, słów czy gestów. Łatwo (wg producentów słodyczy) przecież wyrazić miłość czy inne uczucie czekoladką. Mówi się często „przez żołądek do serca”. Dobrze mieć świadomość, że można to też zrobić inaczej. Mogę zamiast dać córce czekoladkę, powiedzieć jej coś miłego, ale nawet to nie jest potrzebne. Czasem wystarczający jest sam uśmiech.

niejadek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s