Tata chce, żebyś…

Czytałem wczoraj książkę Jespera Juula „Przestrzeń dla rodziny” i bardzo spodobał mi się następujący fragment:

Ten okropny sposób komunikowania się z dzieckiem, wymyślony w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku, jest kompletnie bez sensu, bo nie zawiera w sobie treści. Jeśli mówi się, że teraz mama będzie zła, to tak jakby się było swoim własnym psychologiem. Opisujemy siebie, zamiast wyrażać swoją wolę.

(…)

Dziecko od początku wyraża swoje uczucia całym ciałem, a w zamian otrzymuje starannie skonstruowaną odpowiedź. To kompletny absurd, że rodzice w całej Europie, mówiąc do dziecka o sobie, zaczynają używać trzeciej osoby: „Tata uważa, że teraz powinieneś się położyć”. Dziecko tego nie rozumie, jest zdezorientowane. Czy jest tu gdzieś jeszcze jeden tata, którego nie widzę?

A teraz jak to było u mnie. Pierwszym (i wtedy jedynym) znanym mi sposobem zwracania się do dziecka było:

  • „Tata chce, żebyś…”,
  • „Tata jest tutaj”,
  • „Tata idzie do pracy”.

Przyznaję, że dziwnie się czułem używając tych konstrukcji. Robili tak wszyscy, więc ja także. Potem gdzieś (nie pamiętam gdzie) przeczytałem, że tak wcale nie trzeba. Przestałem to robić po kilku miesiącach używania tych wymyślnych form i zacząłem mówić o sobie w pierwszej osobie („chcę, żebyś”, „jestem tutaj”, „idę do pracy”). Zacząłem się do nich zwracać, jak do dorosłych.

W przypadku moich córek wydaje mi się, że gdzieś pomiędzy 12 a 18 miesiącem życia zaczynały dobrze rozumieć te komunikaty, tzn. że chodzi właśnie o mnie. Gdy tylko zaczęły mówić (ok. 18 – 22 miesiąca), to używały już zaimków osobowych. Żeby było to jasne – korzystały także z trzeciej osoby, na początku całkiem sporo.

A teraz o moich obserwacjach innych ludzi. Kojarzę sceny z placów zabaw, gdy rodzice zwracali się do swoich dzieci w wieku szkolnym w sposób klasyczny – „Mama chce iść do domu.” albo w jeszcze bardziej zagmatwany sposób – „Nie uważasz, że mama już się mogła zmęczyć placem zabaw i że powinniśmy iść do domu?” (tutaj dodatkowo było oczekiwanie, że dziecko się czegoś domyśli!).

Na przykładzie mojej młodszej córki mogę powiedzieć, że nauczyła się mówić (i cały czas intensywnie się uczy) mimo, że nigdy się do niej nie zwracałem za pomocą konstrukcji „Tata coś tam”.

PS A co do samej książki Juula, to zaczęło mnie razić bardzo częste używanie przez niego zwrotów: „musisz”, „powinieneś”, „nie możesz”. Czasem na jednej stronie było ich kilka. Zbyt bardzo to naruszało coś mojego, nie pozostawiało miejsca na moje rozważania. Pamiętam, że przy „Być mężem i ojcem” odnosiłem podobne wrażenie. Ciekawe, czy to oznacza, że Juul ma zmienny styl, czy też ja nie zawsze na to zwracam uwagę. Będę to obserwować.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s