Bunt dwulatka

Przeżywam go po raz drugi jako rodzic. Za pierwszym razem nie za bardzo wiedziałem, co się dzieje i się niepotrzebnie frustrowałem. Teraz wiem już trochę więcej (dalej się frustruję, ale za to dzieje się to rzadziej) i nie nazywam tego buntem dwulatka. Tak po pierwsze to młodsza córka (czyli Młodsza) nie ma jeszcze dwóch lat. Skończy je za kilka tygodni. Co dokładnie się teraz u niej dzieje? Tak właściwie, to nie wiem. Wiem, co ja widzę. Widzę, że przeżywa dużo frustracji. Prawie wszystko chce robić sama, a z drugiej strony nie wszystko jeszcze potrafi. Z pewnością chce eksperymentować. Gdy warunki są sprzyjające (mam dużo czasu i jestem w dobrym nastroju), to mam nieskończenie wiele cierpliwości i z wielką radością obserwuje te próby. Trudność dla mnie polega na tym, że nie zawsze te warunki są sprzyjające i wtedy się zaczynają schody. Czasem/często mam taką potrzebę, żeby ona zrobiła coś szybko lub pozwoliła mi to zrobić (np. ubieranie butów), a Młodsza ma zupełnie inną potrzebę. Chce sobie poeksperymentować. Jeśli ja (tak, tylko ja!) jestem w stanie zrezygnować ze swojej potrzeby, to nie dochodzi do konfliktu. Mam na myśli, że odpowiedzialność za konflikt spoczywa w pełni na mnie. Moja córka nie ogarnia jeszcze odpuszczania. Myślę, że to przyjdzie za jakiś czas. Mogę teraz tylko powiedzieć, co zazwyczaj u mnie działa. Działa pozwolenie jej na eksperyment.

A teraz taka hipotetyczna rozmowa u terapeuty:

  • Terapeuta: Z czym dzisiaj przychodzisz?
  • Klient: Mam problem z córką. Przeżywa bunt dwulatka.
  • T: Rozumiem, córka przeżywa bunt dwulatka. A jaki ty masz problem?
  • K: No przecież mówię! Nie mogę się z nią dogadać. Wszystko robi inaczej, niż ja bym chciał. Nie wytrzymuję tego!
  • T: Czy dobrze rozumiem, że przychodzisz do mnie, bo złościsz się, gdy twoja córka cię nie słucha?
  • K: Zgadza się.
  • T: Czy możesz mi opowiedzieć o jednej z takich sytuacji?
  • K: Na przykład, gdy rano wychodzę do pracy i zabieram ją do żłobka. Jest już późno, mówię jej, że mi się spieszy i chcę jej założyć buty. Ona protestuje, rzuca się podłogę, płacze i krzyczy „Sama! Sama!”
  • T: A co się wtedy dzieje u ciebie?
  • K: Denerwuję się. Muszę przecież zaraz wyjść. Pewnie znowu się spóźnię do pracy.
  • T: Słyszę, że się złościsz, kiedy rano masz mało czasu, a córka nie chce współpracować. Czy możesz sobie wyobrazić, co musiałoby się stać, żeby nie było takiej sytuacji?
  • K: Nie wiem. Chociaż może, gdyby było tak jak w sobotę, że nie muszę się spieszyć i wtedy jest OK. Tak! Teraz sobie myślę, że wystarczyłoby mieć więcej czasu!
  • T: Słyszę, że powiedziałeś, że wystarczyłoby mieć rano więcej czasu i nie byłoby problemu.
  • K: Zgadza się, zacznę wstawać 15 minut wcześniej.

To taka moja fantazja, ale myślę sobie, że przy pierwszym dziecku, tak mogłaby wyglądać moja rozmowa z terapeutą czy kimś kto się zajmuję poradnictwem.

A tak na koniec – nie mówię już bunt dwulatka, teraz mówię skok rozwojowy dwulatka lub samodzielność dwulatka.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s